Co się stało z Sylwią Iszczyłowicz? - Nowiny Zabrzańskie

TA STRONA UŻYWA COOKIE. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Akceptuj pliki Cookies
Więcej informacji

Co się stało z Sylwią Iszczyłowicz?

Sprawa Sylwii Iszczyłowicz nigdy nie umarła. Ale czy dziewczynka, która 20 lat temu  przepadła jak kamień w wodę dzisiaj gdzieś żyje, policjanci na razie nie odpowiedzą.

Wyjaśnieniem okoliczności jej zaginięcia zajmuje się Archiwum X śląskiej Komendy Wojewódzkiej. I choć śledczy do dyspozycji mają najnowszą technologię, teraz jest bezużyteczna. Po 9 – letniej wówczas zabrzance nie został przecież żaden ślad.

- Pozostaje nam to, co 20 lat temu: apel do wszystkich, którzy mogą cokolwiek powiedzieć o ostatnich minutach Sylwii przed jej zniknięciem. Mimo, że zebrane wtedy zeznania nie układają się w logiczną całość, mamy nadzieję, że w końcu uzyskamy informację, dającą szansę na przełom. Czasami wystarczy niewiele, z pozoru błahy szczegół, który zaprowadzi na właściwie tory. Zaginięcia dzieci mają dla nas priorytetowe znaczenie. Również emocjonalnie. Też mamy rodziny, nietrudno sobie wyobrazić, co czują najbliżsi Sylwii – mówi policjant z Archiwum X.

Dziś i 20 lat temu policjanci nie wstydzą się przyznać do korzystania z sugestii jasnowidzów. W przypadku 9 – latki z Zabrza sprawdzali tropy wskazane przez Krzysztofa Jackowskiego. Zatrudniła go rodzina dziewczynki. Pierwszy wizja przedstawiała podwórko, dom z czerwonej cegły i szereg komórek. W sumie jasnowidz podał trzy miejsca, ale w żadnym nie znaleziono dziecka. Najbliżsi Sylwii być może odczuli ulgę, bo Krzysztof Jackowski twierdził, że  9 – latka nie żyje. – Sukcesy miał przede wszystkim w znajdowaniu zwłok, więc nam również zrobiło się lżej, kiedy jej tam nie było – mówił kilka lat temu policjant z zabrzańskiej komendy, zajmujący się sprawą.

Hipotez, wyjaśniających przyczyny zniknięcia dziewczynki było kilka. Pierwsza, że uciekła z domu, druga, że padła ofiarą przestępstwa: porwania dla okupu, pedofila. – Dziś jesteśmy prawie pewni, że stała się ofiarą. Czyją? Dlaczego? Nad tym wciąż pracujemy. Niestety, z pomocą nie przyjedzie nam, przynajmniej na razie technologia, bo niby co mielibyśmy zbadać? Po Sylwii nie został żaden ślad. Nic. Po latach spędzonych w Archiwum X mamy za to umiejętność wyszukiwania błędów, nieścisłości, nielogicznych twierdzeń, formułowania hipotez bez słabych punktów. I to jest nasz atut. Pamiętam śledztwo, w którym w udowodnieniu winy podejrzanemu pomogła książka znaleziona w jego domu. Jej znacznie odkryliśmy dopiero podczas drugiego przeszukania. Liczymy, że w przypadku Sylwii będzie podobnie. Ta sprawa nigdy „nie zeszła z tapety”. Stale analizujemy akta i czekamy na kogoś, kto poda szczegół, detal z wydarzeń 26 listopada 1999 r. Zapewniam, że jeśli będzie wiązał się z zaginięciem, zrobimy z niego pożytek – opowiada policjant z katowickiego Archiwum X.

Dziś hipoteza o ucieczce Sylwii została właściwie wykluczona, mało prawdopodobna była również zaraz po jej zaginięciu. Nawet gdyby dziewczynka zdecydowała się opuścić dom, ktoś zauważyłby dziecko bez opieki. A nikt nie zadzwonił, nikt nie zgłosił się na policję. – Zaginięcia najmłodszych są najtrudniejsze. Z dorosłymi jest dużo łatwiej. Prędzej czy później na jaw wychodzą tajemnice, które zazwyczaj są przyczynami zniknięcia. I wtedy, gdy jest to samodzielna decyzja i wtedy, gdy doszło do przestępstwa. A w przypadku dzieci? Jakie tajemnice mamy odkrywać? Że Sylwia nie lubiła pluszowego misia, że nie przepadała za sprzątaniem pokoju?

Hipoteza o porwaniu dziewczynki dla okupu też się nie obroniła, bo przez 20 lat nikt go nie zażądał. Pojawiły się kolejne, niektóre formułowane na ulicy, bo sprawa Sylwii nie tylko „nie zeszła z policyjnej tapety”, ale i „zabrzańskiej”. Wciąż wiele osób zachodzi w głowę, jak to możliwe, że na głównej ulicy miasta, w wieczornych, ale nie późnych godzinach dziecko zapada się pod ziemię. – Sprawdzano, czy nie doszło do wypadku, czy Sylwia nie wpadła do jakiegoś wykopu. Sprawdzono okoliczne budowy, bez rezultatu. No i zostaje jeszcze działanie pedofila. Jeśli padła jego ofiarą, to czy on ją znał, czy ona znała jego, czy doszło do morderstwa, a jeśli tak, to gdzie jest ciało? Mamy wiele znaków zapytania i niewiele informacji, by na nie odpowiedzieć. Pracujemy, ale na razie to dreptanie w miejscu. Przełomu nie widać. Dlatego tak ważne są informacje świadków. Pamięć jest zawodna, ale niektórzy mają ją fenomenalną. Może wśród tych drugich jest ktoś, kto nam pomoże ustalić, co stało się z dziewczynką.

Co wiadomo ponad wszelką wątpliwość? Sylwia zaginęła po zmroku, około godz. 19.00. 26 listopada słońce zaszło o godz. 15.33. Dziewczynka była ubrana w białą spódniczkę z włóczki, cienkie rajstopy   popielaty sweter do ud, z aplikacją kota z przodu, puchową kurtkę do bioder w tym samy kolorze, zapiętą na zatrzaski, z uszkodzonym suwakiem, granatową czapkę z pomponem z boku oraz w buty trapery za kostkę, z popielatym futerkiem i białymi sznurówkami. Wyszła z domu o godz. 16.45 na spotkanie oazowe, na terenie kościoła pw. Św. Andrzeja. 5, 15 minut później była widziana przy lodziarni w rejonie ulicy Piłsudskiego. O godz. 17.00 doszła do tunelu na ulicy Damrota. Później minęła restaurację „Pod Kasztanami” i około godz. 18.00 weszła do kościoła, ale nie została na mszy. O godz. 18.30. pojawiła się w pobliżu filii biblioteki miejskiej, na ulicy Wolności 175. Szła w kierunku Gliwic, czyli przeciwnym do kościoła. Ostatni raz widziano ją ok. godz. 19.00 na ulicy Żeromskiego, gdy kierowała się na ulicę Różańskiego. Sylwia na spotkaniu oazowym jednak nie była. Podobno zmieniono jego miejsce i być może dziewczynka nie odnalazła odpowiedniej sali. Być może. Ale to tylko domysły. O godz. 22.30 Ewa Iszczyłowicz zgłosiła zaginięcie córki. Policjanci od razu przeszukali okolice – sprawdzono przystanki komunikacji miejskiej, dworce, stacje benzynowe, park przy ulicy Dubiela, cmentarze przy ulicy Wolności, rejon torowiska w kierunku Maciejowa. Z czasem krąg poszukiwań rozszerzył się. Sylwia była uczennicą III klasy Szkoły Podstawowej nr 37. Rozmawiano z jej koleżankami i kolegami, nauczycielami.

Wśród hipotez, opisujących losy 9 – latki jest jeszcze jedna. Ta o handlu organami, najczęściej szeptana na ulicy, lansowana przez obecnego także i w tej sprawie Krzysztof Rutkowskiego. Według niej zabrzankę porwano, by nielegalnie pobrać od niej narządy do przeszczepów. – Oczywiście sprawdziliśmy i tę możliwość, ale jesteśmy wobec niej sceptyczni. U nas to się nie zdarza, nie ma chętnych do tego rodzaju interesu – wyjaśnia policjant z Archiwum X. Detektyw celebryta, zaangażowany przez rodzinę Sylwii podkreślał, że na Śląsku, w tym czasie zaginęło kilkoro dzieci. – By może te sprawy się łączą – przekonywał.

- Sprawa Sylwii nie umarła. Nie mają racji ci, który utyskują na opieszałość naszych działań, bądź wprost na nicnierobienie. Prowadzimy niejawne działania i dlatego nie możemy o nich informować. Do znudzenia będę też prosił o relacje, szczegóły z 26 listopada 1999 r. Jestem pewien, że wciąż są osoby, które nie opowiedziały nam tego, co mogłoby nas przybliżyć do odnalezienia Sylwii – dodaje policjant z komendy wojewódzkiej.

MARZENA PIECHOWICZ-GRUDA


Wstecz

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz



Current month ye@r day *

Protected with IP Blacklist CloudIP Blacklist Cloud