Sprawa kopalni nie jest przesądzona - Nowiny Zabrzańskie

TA STRONA UŻYWA COOKIE. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Akceptuj pliki Cookies
Więcej informacji

Sprawa kopalni nie jest przesądzona

Temat kopalni Makoszowy nie mija. Grupa pracowników wciąż szuka inwestora dla zakładu i chce blokować zasypanie szybu, bez którego działanie zakładu nie będzie możliwe.

O dążeniach pracowników mówią Andrzej Chwiluk i Jerzy Hubka ze Związku Zawodowego Górników w Polsce. Związkowcy z ZZG, a także z Kontry i Związku Zawodowego Ratowników Górniczych założyli nawet spółkę pracowniczą, która chciałaby przejąć zakład.

* Na ostatniej sesji Rady Miasta, za Waszą sprawą, wrócił temat kopalni „Makoszowy”. Czy nie jest to trochę musztarda po obiedzie? Przecież zakład od dłuższego czasu jest wygaszany, nie prowadzi wydobycia węgla, a załoga w większości znalazła już zatrudnienie w innych kopalniach. Nie pytają Was, po co do tego wracacie?

A. Chwiluk: Nie myślimy o tym w taki sposób. Będziemy o tym mówić i protestować tak długo, jak będzie to możliwe, jak będzie miało to jakiś sens. Obecnie wysłaliśmy pismo do ministra Krzysztofa Tchórzewskiego o odstąpienie od zasypania szybu w Makoszowach. Bo to mógłby być faktyczny koniec zakładu.

J. Hubka: A tymczasem choćby tradycja zobowiązuje nas do podjęcia działań w obronie zakładu. Nie jesteśmy tym zmęczeni, czujemy wręcz taką powinność. Od roku mamy ustabilizowaną własną sytuację pracowniczą, moglibyśmy np. plewić ogródek, ale codziennie jesteśmy na kopalni, w biurze związkowym. Tej sytuacji nie oceniamy w kategoriach warto – nie warto. Broniliśmy funkcjonującej kopalni, do końca się to nie udało. Ale sprawa nie jest jeszcze zamknięta.

* Rozumiem, że dla Was to wciąż aktualna kwestia. Ale dla innych?

A. Chwiluk: To akurat prawda, że wiele osób chciałoby już ten temat zakończyć, zapomnieć o nim, przejść do porządku dziennego. Atakują nas nawet nasze środowiska, czyli przedstawiciele niektórych central związkowych.

* Ale z punktu widzenia związków zawodowych rzecz najważniejsza to ocalenie miejsc pracy. A to się przecież w Makoszowach udało – kto chciał, przeszedł do innych kopalń i miejsca pracy zostały ocalone.

A. Chwiluk: Ale tu nie chodzi o punkt widzenia związkowca. Jestem mieszkańcem tego miasta, Śląska, Polski. Teraz kluczowa kwestia to zasypanie szybów i na to na pewno nie pozwolimy, bo to odcięcie dostępu do złóż. A ja cały czas przypominam, że w „Makoszowach”, na najpłytszych poziomach, jakie funkcjonują w polskim górnictwie, mamy 50 milionów ton dobrego węgla do wydobycia. Zasypać szyb jest łatwo, to koszt około 15 milionów złotych. Wydrążenie nowego – 600 – 800 milionów. Kto poniesie taki koszt, gdy trzeba będzie do tych złóż sięgnąć? A wydaje mi się, że jeszcze za naszego życia może się zdarzyć. Przecież już teraz sprowadzamy coraz większą część potrzebnego nam węgla z zagranicy.

* Jednak gdyby to było takie oczywiste…

A. Chwiluk: To jest oczywiste! Bardzo możliwe, że teraz ktoś musiałby się przyznać do błędu w wyliczeniach, w ocenie sytuacji, a do tego nikt nie jest chętny. Minister odpowiedzialny za górnictwo niezbyt się na nim zna. Zresztą to widać gołym okiem. Program naprawczy przygotowywano na bazie ceny 8 zł/Gj energii; od 3 lat ta cena to 15 – 17 zł. Teraz kopalnie powinny więc kwitnąć, wykazywać miliardowe zyski. Ale… tak się nie dzieje, PGG wykazuje zysk wręcz symboliczny. Tymczasem taka koniunktura nie będzie wieczna. Na razie nie zrobiono w tym korzystnym momencie nic, prócz najprostszego zabiegu – ograniczania zarobków załogi. Płace w górnictwie spadają, załodze odbierane są kolejne dodatki. Co jeszcze górnik może oddać, gdy przyjdzie dekoniunktura? Za chwilę może nie być ludzi do pracy, do tego nie ma nowych frontów wydobywczych i kopalnie mogą paść pod własnym ciężarem. Tego nie da się już zwalić na poprzedników. Do tego dochodzi kontekst zabrzański – to kolejny potężny zakład w mieście, który upada, a samorząd wciąż powtarza, że nic nie może…. Ja myślę o tym w kontekście dłuższym, naszych dzieci i wnuków, którzy też będą potrzebowali węgla. Może nam się węgiel nie podobać, możemy wymyślać bardziej ekologiczne rozwiązania, ale na razie, na kolejnych 20 – 25 lat jesteśmy na niego skazani. A tymczasem słyszę nieoficjalnie o kolejnych planach zamknięcia kopalń. Nie jestem pewny nawet, czy uda się ocalić gliwicką „Sośnicę”…

* No właśnie – to zakład, który często pojawiał się przy okazji rozmów o zamykaniu kopalń, toczyła się nawet rozgrywka o to, który zakład, z Zabrza czy z Gliwic, zniknie, a który ocaleje. Niestety, Zabrze poległo w tej rozgrywce.

J. Hubka: Co ważne, nic wspólnego nie miał z tym wynik finansowy – tym można na kopalniach dowolnie manipulować, wystarczy ograniczyć inwestycje, nie przygotowywać nowych ścian, nie kupować potrzebnych materiałów i urządzeń i… zysk gwałtownie rośnie. Przecież był okres, że na „Sośnicy” nie pracowała żadna ściana, a cały wydobywany tam węgiel pochodził z „Makoszów”, tymczasem to zakład z Gliwic wykazywał lepsze wyniki. Przeważyło zaplecze polityczne i lobbing, który Gliwice miały znacznie lepszy od Zabrza. Do tego przekazywano ministrom nierzetelne dane i stąd wziął się czarny obraz kopalni „Makoszowy”.

* Ale kto go tak naprawdę kreował?

A. Chwiluk: Na Śląsku, bez względu na rządzącą opcję polityczną, jest spora grupa dyrektorów, prezesów, zaprzyjaźnionych firm, które dobrze z kopalń żyją. I to im zależy na utrzymywaniu obecnego stanu rzeczy. W Warszawie nikt nie zdaje sobie z tego sprawy, nikt nie ma wizji, jak kształtować przez kolejne lata politykę wobec górnictwa. Nikt też nie pojedzie do Brukseli i nie powie twardo, że nasze górnictwo będzie działało co najmniej do 2055 roku. W tej sprawie obecny rząd kontynuuje politykę poprzedniego. Zaklinanie rzeczywistości nic tu nie pomoże. Tymczasem nieoficjalnie wiemy, że i Tauron i Węglokoks chętnie kupiliby dobrą kopalnię…

* Wracając do początku rozmowy – los „Makoszów” wydaje się jednak przesądzony. Zresztą również w ocenie społecznej wydaje się, że mieszkańcy spisali ten zakład na straty.

Nie chciano inwestora z Niemiec i Izraela; jest też polski inwestor, gotowy wyłożyć 300 milionów. Ale minister nie chce rozmawiać. Dlaczego? Może się okazać, że prywatny inwestor te 300 milionów odrobi w 2 lata. A wtedy pokaże ministrowi, że na tym zakładzie można zarobić. A tego nikt nie chce, bo byłaby to wizerunkowa klęska dla rządowych specjalistów. Z naszego punktu widzenia  – do czasu, gdy są szyby, wszystko jest możliwe, dlatego nie chcemy się zgodzić na ich zasypanie. Bo po co? Na logikę – wystarczy je zabezpieczyć i niech czekają na lepsze czasy. Jeśli na przykład za 10 – 15 lat wciąż nie będzie innego pomysłu – wtedy je zasypiemy. Zrobienie tego teraz to rozbój w biały dzień. Przetarg jednak jest rozstrzygnięty i firma przygotowuje się do zasypania szybu.

* Przeciwko sobie macie wszystkich. Nie macie poparcia rządu, miasta, innych związków, nawet mieszkańców Zabrza. Na kogo możecie liczyć?

Wierzymy, że grupa zdeterminowanych osób może dopiąć swego. Zresztą obecnie rządzący są tego dobrym przykładem – też czekali lata, by dojść do pełni władzy. Jarosław Kaczyński, wraz z grupą wiernych pretorian, wierzył w to, co robi i doszedł do celu – dziś ma pełnię władzy w Polsce.


Wstecz

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz



Current month ye@r day *

Protected with IP Blacklist CloudIP Blacklist Cloud