Szachy uczą logicznego myślenia - Nowiny Zabrzańskie

TA STRONA UŻYWA COOKIE. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Akceptuj pliki Cookies
Więcej informacji

Szachy uczą logicznego myślenia

To ona reaktywowała zabrzańskie szachy. Katarzyna Krajewska – Gajdzik,  prezes klubu Szach Mat, walczy o to, by przywrócić tej dyscyplinie należne jej w mieście miejsce.

Niedawno oficjalnie otwarto nową siedzibę klubu, przy ul. Miarki.

Z punktu widzenia dzisiejszych dzieciaków szachy wydają się zajęciem nieco… oldskulowym.

Z pewnego punktu widzenia tak się wydaje. Ale ta gra, ta dziedzina powraca, między innymi dzięki temu, że zajęcia szachowe reaktywowane są w szkołach. Jest projekt „Edukacja przez szachy w szkole” Polskiego Związku Szachowego, nauczyciele mogą się zgłosić, dostają sprzęt i mogą prowadzić takie zajęcia. I coraz więcej placówek z tej możliwości korzysta.

Jak można przekonać dzieci, by zaczęły grać w szachy?

My nie przekonujemy, raczej dajemy możliwości; otworzyliśmy lokal w centrum miasta, przy ul. Miarki i zainteresowani sami się do nas zgłaszają. Przychodzą rodzice, uczniowie, głównie z tych rodzin, w których ktoś już w szachy grał. Na początku są zajęcia testowe, by każdy mógł sprawdzić, czy mu to odpowiada.

Co szachy dają młodym ludziom?

Przede wszystkim uczą logicznego myślenia, ale też planowania, dyscypliny. Przychodzą np. rodzice z dziećmi z zespołem Aspergera, bo zauważono, że taka umiejętność planowania, porządkowania, której nauczą się przy szachownicy, da się wykorzystać i pomoże im w realnym życiu.

Szachy mają w Zabrzu długą tradycję. Mało kto wie, ale przez wiele lat prężna sekcja tego sportu działała przy Górniku.

Sekcja w Górniku powstała 70 lat temu, a 20 lat temu powstał klub Mat Grzybowice, którego tradycje kontynuujemy i który obecnie nazywa się Szach Mat Zabrze. Zresztą z nami współpracuje, trenując najmłodszych, Paweł Krzywy, wieloletni kierownik sekcji w Górniku Zabrze, a potem działacz klubu MOSIR Budosak. Bo sekcja z Górnika przeszła pod MOSiR, gdy klub w 1996 – 1997 roku przekształcał się w spółką akcyjną i przestał być klubem wielosekcyjnym. Sekcję w MOSiR wsparła firma Budosak i jej prezes Andrzej Szczepaniak, również szachista. MOSiR Budosak miał naprawdę świetnych zawodników, tam grały wszystkie uzdolnione szachowo dzieci z Zabrza. Ja osobiście trafiłam na ostatnie miesiące działania do Górnika Zabrze i zaraz potem przeszłam do MOSiR. Wtedy pojawił się w Zabrzu Alfred Maślanka, były wojskowy, kolejna ważna postać dla zabrzańskich szachów.

Dobrze go znamy, bo przez lata współpracował z Nowinami Zabrzańskimi i nawet prowadził u nas rubrykę z zadaniami szachowymi.

On prowadził sekcję w MOSiR, ale potem założył równolegle klub Centrum. Wokół niego skupionych było mnóstwo osób związanych z szachami, na niektóre zawody wystawialiśmy po dwie, drużyny, każdy chciał grać. To było budujące. Przez moment, 20 lat temu, działały w Zabrzu aż trzy kluby szachowe.

Teraz chcecie ten entuzjazm, tę siłę odbudować.

W tamtym czasie zabrakło stawiania na najmłodszych. Widzę to po sobie. W pierwszym turnieju grałam w 1995 roku, byłam w pierwszej klasie. Ale potem towarzystwo się rozeszło po innych klubach, tam były lepsze warunki, więcej pieniędzy. W Zabrzu nie było nikogo, kto przyciągałby kolejnych zawodników w miejsce tych, którzy odeszli. I dlatego tamten klub umarł śmiercią naturalną, mniej więcej 10 lat temu. Pozostał tylko Mat Grzybowice, utrzymywany dzięki uporowi Gotfryda Loski i Bernarda Sowy. Trzy lata temu pan Gotfryd zadzwonił z pytaniem, czy zechcę przejąć szachy w Grzybowicach i zostać kierownikiem sekcji. Wahałam się, wiedziałam, że w ostatnich latach to klub widmo, który nie uczestniczy w żadnych rozgrywkach. Z powodu ciąży odmówiłam, nie chciałam się angażować w projekt, w którym będę ograniczona. Do tego miałam zagrożoną ciążę, przez co byłam unieruchomiona w domu. Początkowe macierzyństwo także mnie ograniczało. Rok temu ponownie zadzwoniono do mnie, tym razem pan Bernard Sowa, ponownie prosząc mnie o przejęcie tamtejszych szachów. Tym razem nie odmówiłam, byłam gotowa w pełni poświęcić się królewskiej grze, jaką są szachy. Miałam sporo doświadczenia szachowego, posiadałam też wszystkie materiały po zmarłym w 2018 roku Alfredzie Maślance, który był m.in. w zarządzie Śląskiego Związku Szachowego. Pojechałam do Urzędu Miasta, popytałam, jak ten klub działał. Już wtedy wiedziałam, że siedziba musi być w centrum miasta. Musiałam też uporządkować karty zawodnicze i zweryfikować liczbę zawodników, bo według ksiąg mieliśmy ich prawie 500! Tymczasem grających szachistów mamy około 100…

To też całkiem spora liczba.

Ale tak naprawdę jest ich więcej. Gdy rok temu organizowałam Olimpiadę Szachową na Arenie Zabrze, liczyłam na 50 graczy. Ostatecznie udział wzięło 120 osób, mnóstwo ludzi, sporej grupie musiałam odmówić, bo nie mieliśmy choćby tyle sprzętu. Potrzebowaliśmy np. 60 zegarów  elektronicznych, przy czym klub posiada tylko 24 szt. Na szczęściem w takich momentach z pomocą przychodzi Śląski Związek Szachowy, który pożycza nam sprzęt na większe imprezy.  W tym roku robimy kolejną edycję, 16 listopada, na Arenie Zabrze; już jest zapisanych 50 zawodników. Docelowo chcę, by za 2 – 3 lata była to impreza na poziomie mistrzowskim,

Pani przygoda z szachami też trwa już ponad 20 lat.

Pierwszy kontakt z szachami na turnieju miałam w szkole w Biskupicach, w 1995 roku. Miałam 8 lat. Ale grałam już wcześniej, w przedszkolu na ul. św. Jana, gdzie ktoś uczył grać w szachy, ale rodzice nie pamiętają, kto to był. Mam taki obraz z dzieciństwa, jak gram w domu z rodzicami w szachy. Niestety, po latach okazało się, że rodzice nie potrafią grać, mama mogła jedynie przestawiać na planszy figurki. Wyłowił mnie Alfred Maślanka, który uczył w SP 21. Tam był mój pierwszy turniej, wygrałam ze wszystkimi, potem byłam z nim na turnieju w Makoszowach, też wygrałam i inny działacz, Paweł Krzywy założył mi pierwszą kartę zawodniczą klubu Górnik Zabrze. Trenowałam z całą światową śmietanką szachową, Rosjanami, Ukraińcami, bo oni wszyscy przyjeżdżali do mieszkania Alfreda Maślanki, na osiedlu Barbary, spali u niego, ćwiczyli. To były ostre treningi, które przyniosły efekty. W szkole miałam indywidualny tok nauczania, uczyłam się dobrze, ale cały wolny czas poświęcałam szachom. Tak było i w Gimnazjum nr 20 i później w Technikum Górniczym. Ostatecznie przeniosłam się do szkoły w Szombierkach, bo tam obok była świetlica i klub szachowy. Jako junior już grałam w seniorach, zarabiałam pieniądze, wspierałam rodzinę. Nikt mnie nigdy do szachów nie zmuszał, zawsze sama ciągnęłam w tę stronę.

Jakie jest Pani największe szachowe osiągnięcie?

Jestem wielokrotną Mistrzynią Zabrza, Śląska, Polski w szachach branżowych, wielokrotną finalistką Mistrzostw Polski w szachach klasycznych. W 2003 r. zdobyłam brązowy medal na mistrzostwach Polski w szachach błyskawicznych, natomiast najważniejsze i największe dla mnie osiągnięcie to złoty medal indywidualnie na mistrzostwach świata kolejarzy w Słowacji, gdzie reprezentowałam seniorską drużynę PKP Cargo. Był to rok 2000, miałam wtedy 13 lat. Trzy lata później z tą samą drużyną zdobyłam złoto w zawodach drużynowych. Pamiętam mecz z pewnym Hindusem… Nie znałam języka, a on podobno cały czas proponował mi remis. Wygrałam partię, ale… ostatecznie w dokumentach nie zapisano mi jej. Jak później tłumaczono, ten Hindus nie mógł ze mną przegrać, bo inaczej miałby u siebie przewalone. To zdecydowanie męski sport.

Czyli całe Pani życie toczy się wokół szachów.

Miałam spory przestój, 5 – 6 lat, ale raczej od turniejów niż od szachów. W 2015 roku wyszłam za mąż, potem byłam w ciąży. W 2016 już mi proponowano powrót, ale zdecydowałam się dopiero rok później. Teraz chciałabym stworzyć tu, prócz szkolenia dzieci i młodzieży, dobrą drużynę juniorską, jak i seniorską. I już widzę, że jest na to szansa. Tyle, że plany zburzył nam trochę Antek Radzimski…

Dlaczego?

Pojawił się niedawno, mając 6 lat. Po miesiącu grania pojechał na mistrzostwa Polski. To było niesamowite. Nie zajął bardzo wysokiego miejsca, został sklasyfikowany gdzieś w połowie tabeli, ale głównie przez to, że nie udźwignął tego psychicznie. Ale partie, które rozgrywał, były niewiarygodne, rywalizował jak równy z równym z zawodnikami, którzy wygrali te mistrzostwa. Ja sama muszę być bardzo skupiona, grając z nim. To olbrzymi potencjał. Teraz musi przede wszystkim grać z najlepszymi. A ci już się go boją. Antek z tej grupy jest najmłodszy, z każdym miesiącem będzie lepszy, już zdobył mistrzostwo Polski klas pierwszych szkół podstawowych. To olbrzymia szansa, także dla Zabrza, mieć gracza na takim poziomie.

Bo wiek w szachach ma znaczenie? Pamiętam, jak Alfred Maślanka narzekał, że zbyt późno zaczął grać, w wieku bodajże 12 lat.

Jeśli myśli się o poziomie mistrzowskim, idealny wiek na rozpoczęcie przygody z szachami to 6 – 7 lat. Mamy teraz nawet młodszego zawodnika, ma 3,5 roku. Jeśli będzie dobrze prowadzony, będziemy się nim za kilka lat mogli chwalić. Mamy też dziewczynkę, ma 5 lat, zajęła 4 miejsce w mistrzostwach Polski Szkół Podstawowych. Ale największy talent to Antek i na nim musimy się skupiać. Chcemy wysłać go za miesiąc na mistrzostwa Europy i szukamy środków i sponsorów, by się to udało.

W nowej siedzibie jest sporo szachowych eksponatów. To też Pani pasja?

Pasjonuję się nie tylko grą, ale i szachami jako przedmiotami, zbieram rozmaite gadżety związane z tym sportem. Dlatego chcielibyśmy tu zebrać trochę eksponatów i stworzyć małe muzeum szachowe. Równocześnie kończę pisać książkę z zadaniami szachowymi, którą zaczęłam jeszcze we współpracy z panem Maślanką.  Czyli jak mówiłam – całe życie toczy się wokół szachów.

Dziękuję za rozmowę.

DARIUSZ CHROST


Wstecz

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz



Current month ye@r day *

Protected with IP Blacklist CloudIP Blacklist Cloud