Nie wstydźmy się barw narodowych - Nowiny Zabrzańskie

TA STRONA UŻYWA COOKIE. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Akceptuj pliki Cookies
Więcej informacji

Nie wstydźmy się barw narodowych

Ze historykiem Zbigniewem Gołaszem rozmawiamy o znaczeniu i obchodach Święta Niepodległości. - Co się działo w Zabrzu 11 listopada 1918 roku?

Miasto było wtedy w granicach Rzeszy. Tego dnia, wszyscy zapewne cieszyli się, zwłaszcza jeńcy pracujący w miejscowych zakładach, bo 11 listopada to dzień zakończenia I wojny światowej, w której mieszkańcy Zabrza uczestniczyli jako żołnierze, a społeczeństwo ponosiło trudności. Wszyscy mieli jej dość. Sytuacja gospodarcza i społeczna w tym czasie pogarszała się. Przeciągającej się wojnie towarzyszył brak żywności i inne problemy życia codziennego. Zmęczenie wojną widać w prasie lokalnej. Nie ma w niej już takiego entuzjazmu, jaki towarzyszył przystąpieniu Niemiec do wojny. Trzeba pamiętać, że to nie Niemcy ją wywołały, one przystąpiły do niej, wywiązując się z sojuszniczych zobowiązań wobec Austro-Węgier, które są odpowiedzialne za jej wybuch.

Pogląd, iż to Niemcy wywołali I wojnę światową jest powszechny.

Historycy żartują, że to dowód na skuteczność austriackiej historiografii, która wmówiła całemu światu, że Hitler był Niemcem oraz że to Niemcy odpowiadają za wybuch I wojny światowej.

Polska prasa lokalna przywitała ją z entuzjazmem.

Wielu polskich działaczy narodowościowych uczestniczyło w wojnie walcząc w szeregach armii niemieckiej lub sojuszniczych. Na przykład Bronisław Hager, który za działalność frontową w armii austriackiej został odznaczony medalem za zasługi. Większość późniejszych powstańców śląskich zdobywała wojskowe doświadczenie walcząc w armii kajzera. Czy panował wśród nich entuzjazm? Liczni działacze polscy w chwili wybuchu wojny zostali aresztowani przez władze niemieckie, obawiające się ich zdrady.  Z pewnością byli jednak i tacy, dla których wojna była przygodą i się cieszyli.  Po pewnym czasie w Niemczech pojawiły się jednak problemy gospodarcze. Zaczęło brakować różnych produktów, w gazetach można znaleźć przepisy na ich ersatze, na przykład na chleb z trocin. Pogarszająca się sytuacja wywołuje wrzenie rewolucyjne, które prowadzi do wybuchu rewolucji w Niemczech. W Zabrzu, jak w innych niemieckich miastach, powstają rady robotnicze, rady żołnierskie, polskie rady ludowe, nikt nie chce już cesarza ani wojny, każdy oczekuje zmian. Ale dla ludności polskiej w Zabrzu jest to dość smutny czas, bo w przeddzień zakończenia wojny, 8 listopada 1918 r. – umiera Maksymilian Hager ojciec Bronisława, człowiek który prowadził skuteczną kampanię wyborczą Korfantego w wygranych wyborach do Reichstagu  w 1903 r. i jeden z liderów polskiego obozu w tej gminie.  Tutejsi działacze polscy 11 listopada jeszcze nie wiedzą, że powstała niepodległa Polska. Dowiedzą się o tym później, jak już państwo polskie zacznie funkcjonować. Będzie to dla nich kierunek, w którym należy zmierzać. 11 listopada 1918 roku w Zabrzu polska ludność nie świętowała powstania tego państwa. Zresztą data jest umowna – przez długi czas zastanawiano się, który dzień powinien być dniem niepodległości. Wtedy 11 listopada nie miał z nią nic wspólnego. Samo święto wprowadzono w 1937 roku, chociaż co ciekawe,  w 1920 roku na Górnym Śląsku właśnie 11 listopada obchodzono drugą rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości. Na Śląsku walka o przynależność państwową kończy się w 1922 roku podziałem obszaru plebiscytowego.

Ale w niemieckim Zabrzu wielu chciało do Polski.

Oczywiście. Działał tu prężnie  polski ruch narodowy. Na pewno wśród tych ludzi żyły jakieś nadzieje na  powstanie niepodległego państwa polskiego. Po wybuchu rewolucji powstały polskie rady ludowe

Co było ich celem?

Generalnie, rady robotnicze i żołnierskie utworzone w Niemczech były wzorowane na radach tworzonych podczas rewolucji w Rosji. Tyle, że w Niemczech ich ster ujęli socjaliści. Rada Robotnicza w Zabrzu była jedną z pierwszych jakie powstały na terenie Górnego Śląska, bo już 10 listopada. W tym samym czasie powstała też Rada Żołnierska, na czele z Georgem Schlockoffem. Obie zaczęły ściśle współpracować. Natomiast reprezentacja ludności polskiej była w niej minimalna. W miejskiej nie było ani jednego Polaka, w powiatowej zaledwie trzech. Pozostaje pytanie, jaka była przyczyna tego stanu rzeczy? Czy ludność polska została wypchnięta poza nawias narodu niemieckiego w sensie politycznym, czy też dokonała świadomego wyboru. Wydaje się jednak, że ludność Zabrza była po prostu zdezorientowana tym, co się dzieje i jednocześnie zaskoczona tempem przemian politycznych, jakie zachodziły w Niemczech. Dlatego zajęła postawę wyczekującą, przyglądając się rozwojowi wypadków. Nie bez znaczenia był też fakt, że w tym momencie dziejowym pozbawiona została politycznego przywództwa. Jak wspomniałem, zmarł Maksymilian Hager. Jego syn Bronisław, znajdował się w ukraińskiej niewoli. Pozostali przywódcy jak Paweł Dubiel senior, Stanisław Piecha – nie wrócili jeszcze z wojny. Patrząc na to, co działo się na Górnym Śląsku, nie możemy też zapomnieć o szerszym kontekście. Wydarzenia  w Wielkopolsce, utworzenie Naczelnej Rady Ludowej, Sejmu Dzielnicowego – to wszystko było obserwowane i komentowane na Górnym Śląsku. Ba – Paweł Dubiel i Stanisław Piecha aktywnie w tych wydarzeniach wielkopolskich uczestniczyli. W pewnym momencie obóz polski w Zabrzu i na Górnym Śląsku zaczął się wzorować właśnie na Wielkopolsce. Zaczęto więc tworzyć na jej wzór polskie Rady Ludowe, zamiast wstępować do niemieckich. Mimo, że przewodniczący powiatowej Rady Robotniczej Max Liechtestein, przeczuwając, że nie włączenie Polaków do obozu reform doprowadzi do konfliktu, zaproponował narażając się na krytykę obozu niemieckiego, zwiększenie przedstawicielstwa polskiego do 10 osób, niewiele to już zmieniło. W końcu 1918 r. społeczność polska zaczęła mocno artykułować swoje żądania obierając kurs na nieuchronną konfrontację. „Czas największy byśmy się obudzili i żądali tego co nam niesłusznie zabraniano a co nam się słusznie należy” – to hasło biskupickich Polaków z 31 grudnia 1918 r.

Wg niektórych historyków, odrzucenie oferty , czy też brak aktywności Polaków w radach Robotniczo-Żołnierskich było błędem, ponieważ pozbawiało ich realnego wpływu na przemiany, a polskie rady ludowe tak naprawdę nie miały żadnych prerogatyw. W zasadzie podjęła ją Polska Partia Socjalistyczna, narażając się jednak na ostrą krytykę polskiego obozu narodowego. Konflikt był już w grudniu nieuchronny. Tak wiec na rozpoczętej w styczniu 1919 r. konferencji pokojowej w Paryżu delegacja polska mogła przedstawić żądania rewindykacji Górnego Śląska, bo one miały poparcie tutejszej ludności. Na wiecach w Zabrzu otwarcie domagano się przyłączenia  do Polski. Bez tego poparcia być może nikomu w Polsce nie przyszłoby do głowy upominanie się o Górny Śląsk. Były osoby związane z tym regionem, jak Wojciech Korfanty, które głośno mówiły o jego polskości i domagały włączenia do Polski. Żądania te zyskały poparcie działaczy narodowych, czyli Ignacego Paderewskiego i Romana Dmowskiego, którzy wyartykułowali ich pogląd na forum międzynarodowym. Równocześnie w tym czasie w Zabrzu powstają struktury tajnej Polskiej Organizacji Wojskowej Górnego Śląska – w ten sposób przygotowuje się zaplecze do ewentualnego konfliktu zbrojnego o ten sporny obszar. Mając na uwadze wypadki wielkopolskie – mogło to rokować sukces. Na te cztery lata 1918-1922 można patrzeć jak na czas, w którym wszystko mogło się wydarzyć i wszystko było możliwe. Na zachodzie, w Wielkopolsce, mamy sukces. Początkowo mamy go też na wschodzie – wydaje się, że można dojść do samej Moskwy.

Potem nagle wszystko się zmienia, pojawia się wielka trwoga, czyli bolszewicy u wrót Warszawy. Następnie kolejna zmiana – cud nad Wisłą. Wszystko mogło runąć w jednym momencie, gdyby nie geniusz Józefa Piłsudskiego, który zdołał odeprzeć bolszewików. W tym czasie można było stawiać sobie cele, które wydawały się nieosiągalne. Bo jak nazwać wyrwanie Niemcom najbardziej uprzemysłowionego kawałka Śląska? Józef Piłsudski nie spodziewał się, że to będzie możliwe. Sam wspominał, że w jego najskrytszych marzeniach nie było miejsca na taki cud – bo ta granica była przez wieki niewzruszona. Tylko przez to, że tutaj na miejscu była chęć i potrzeba zmiany, że ludzie mieli dość Niemiec i rządów niemieckich, że patrzyli na Polskę idealizując ją i żyli marzeniem o tym, że może będzie lepiej, że będzie to kraj sprawiedliwości, że będą mogli swobodnie rozmawiać w języku ojczystym i nikt nie będzie ich za to karał, ten „cud”  się dokonał

Mówi pan o kwestii, która stale wraca w dyskusjach. Czy Śląsk ciążył ku Polsce, czy po prostu był zmęczony Niemcami? Podczas narodowego spisu powszechnego część mieszkańców naszego regionu deklarowała narodowość polską i śląską, ale byli i tacy, którzy deklarowali tylko narodowość śląską.

Dopóki różne narodowości – Polacy, Niemcy, Żydzi, Czesi – żyły tu obok siebie w pokoju społecznym, to wszystko dobrze funkcjonowało. Gdy obudzono demony nacjonalizmu,  zaczęto przykręcać śrubę narodową przez rugowanie języka polskiego i wiary katolickiej, którą w większości wyznawał mówiący po polsku lud śląski, to naturalnym odruchem był sprzeciw oraz poszukiwanie rozwiązania problemu. Dla sporej części społeczności górnośląskiej, po zjednoczeniu Niemiec, nie było już miejsca w nowoczesnym narodzie niemieckim – została wypchnięta poza jego nawias i musiała rozpocząć poszukiwanie własnej tożsamości.  Znalazła je w opcji polskiej. Ale po 1945 roku często zdarzało się, że za opcją niemiecką wypowiadali się albo deklarowali przynależność do mniejszości niemieckiej ludzie wywodzący się z ruchu polskiego, ze Związku Polaków w Niemczech. Byli labilni  narodowo, bo byli w ciągłej opozycji. Jak „gnębi” mnie Niemiec, to mówię, że jestem Polakiem, a jak „gnębi” mnie Polak, to że jestem Niemcem. Potem jedni i drudzy za wybór wystawiali rachunek. Wydaje mi się, że na tym polega renesans śląskości, który widzimy obecnie. Ludzie zaczęli uciekać z mniejszości niemieckiej, odwracać się od opcji polskiej i mówią że są Górnoślązakami. Może  znaleźli własną tożsamość?

 

W 1922 roku dokonano podziału Górnego Śląska między Polskę i Niemcy.

Zabrze znalazło się w granicach Niemiec, a Pawłów, Kończyce i Makoszowy w granicach Polski. W Zabrzu powstały struktury Związku Polaków w Niemczech. Początkowo był tu silny. Potem ruch polski słabnie, z różnych względów. Przede wszystkim z powodu kryzysu w Polsce –  wszyscy widzą, że państwo sklejone z trzech części, zrujnowanych potwornie na skutek I wojny światowej a potem bolszewickiego najazdu, jest słabe gospodarczo, ma wysokie bezrobocie. Wiele osób ucieka z polskiego Śląska do Niemiec w poszukiwaniu pracy. Dla niemieckiej propagandy to dowód, że Polacy nie potrafią sami się rządzić. Po dojściu Hitlera do władzy mniejszość polska początkowo nie jest prześladowana, bo obowiązuje traktat między Polską a Niemcami oraz Konwencja Genewska dla Górnego Śląska, która do 1937 roku broni praw mniejszości, w tym paradoksalnie po dojściu Hitlera do władzy w Niemczech również i żydów, którzy podczas plebiscytu masowo opowiedzieli się za Niemcami. Tworzy się pozory przyjaznych relacji między obu krajami. Po śmierci Józefa Piłsudskiego te pozory zanikają. W latach 1938 i 1939 nasilają się działania policyjne i inwigilacyjne ze strony niemieckiej, a ich apogeum przypada na sierpień i wrzesień 1939, m.in. w Zabrzu dochodzi do aresztowania działaczy polskich. Zostają zesłani do obozów koncentracyjnych. Części udało się uciec do Polski, między innymi Franciszkowi Trąbalskiemu, późniejszemu wiceprezydentowi Zabrza.

W jaki sposób w Zabrzu obchodzono 11 listopada po ustanowieniu go świętem?

W niemieckim Zabrzu ludność polska obchodziła przede wszystkim 3 Maja, również przed 1918 rokiem, gdy Polski nie było na mapie, wtedy były msze, manifestacje i procesje dziękczynne. 11 listopada, który w Polsce ustanowiono świętem w 1937 roku, za jej granicą, w Zabrzu, być może obchodzono w wąskim gronie, w domach związkowych przy ul. Wolności albo na Zaborzu. Nie spotkałem relacji z takich obchodów. Nie ma prasy lokalnej z tamtego okresu, w której można by to sprawdzić, a jak dowiedzieliśmy się, archiwum Domu Polskiego w Zabrzu zostało spalone w 1939 roku, żeby nie wpadło w ręce Niemców. Na pewno dzień niepodległości obchodzono w należących do Polski dzielnicach południowych – w Makoszowach, Kończycach i Pawłowie.

A obchody po wojnie?

Jeszcze do roku 1946 roku obchodzi się święta z okresu międzywojennego, na pewno 3 Maja i z większym trudem 11 listopada. 15 sierpnia był początkowo nadal świętem Wojska Polskiego. A więc przedstawiciele sowieccy odbierali w 1944 r. defiladę w rocznicę swojej klęski pod Warszawą! Z czasem 3 Maja został wyparty zupełnie przez 1 Maja, a w listopadzie świętowano rocznicę wybuchu Rewolucji Październikowej. 11 listopada zniesiono oficjalnie już w 1945 r. a 3 Maja rok później. Nasilenie działań zmierzających do usunięcia tych świąt z oficjalnego obiegu nastąpiło po zjeździe zjednoczeniowym w grudniu 1948 roku, po którym zaczyna się stalinizacja kraju.

11 listopada znika z kalendarza.

Nie ma w ogóle świąt patriotycznych obchodzonych w II Rzeczypospolitej. Jest Towarzystwo Przyjaźni Polsko -Radzieckiej, Tydzień Kultury Radzieckiej, 1 Maja, Rocznica Rewolucji Październikowej oraz 22 lipca nazywany czasem, zresztą słusznie, rocznicą powstania polskiego rządu Vichy.

Ale pamięć o 11 listopada przetrwała.

Ludzie żyli tą tradycją a 11 listopada to symbol – Rzeczpospolita odrodziła się niczym Feniks z popiołów. Rozczłonkowane ciało ojczyzny zrosło się ponownie, być może w ostatnim momencie. To nieprawdopodobny zbieg okoliczności. Gdyby wówczas do tego nie doszło, być może mielibyśmy dziś trzy narody, mówiące tym samym, czy też podobnym językiem, ale zupełnie różne . Identyfikowanie się z tą datą było manifestacją, że jest się przeciw systemowi komunistycznemu. W czasie pierwszej Solidarności organizowane były obchody 11 listopada, potem pod koniec lat 80. obchody tego święta organizowała Konfederacja Polski Niepodległej. Święto przywrócono podczas przełomu w 1989 roku, kiedy komuniści kokietowali opozycję, w przeddzień rozpoczęcia obrad okrągłego stołu. Symbole, jak widać, mają znaczenie i cenę.

Czy dzisiaj wciąż jest co świętować?

Oczywiście – świętujemy sukces walki prowadzonej przez kilka pokoleń Polaków o marzenie, które się ziściło. Autorami tego sukcesu są w dużej mierze przywódcy narodu z czasu Wielkiej Wojny 1914-1918 – Roman Dmowski, Ignacy Paderewski, Józef Piłsudski i Wojciech Korfanty, Ignacy Daszyński oraz Wincenty Witos – którzy mimo ideologicznych różnic, w sprawach generalnych zrobili absolutnie wszystko, aby Niepodległa powstała. To są Ojcowie Niepodległej. Dopóki świętujemy, to jesteśmy niepodlegli. Jak nam zabronią, jeśli przestaniemy, bo ktoś uzna że to niepolitycznie, albo z innych powodów, wtedy na pewno nie będziemy niepodlegli. Były już czasy, w których nie mogliśmy obchodzić własnych świat.

Wywiad z archiwum Nowin Zabrzańskich, poprawiony i uzupełniony przez Z. Gołasza.


Wstecz

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz



Current month ye@r day *