Do Zabrza przyjechałem z miłości - Nowiny Zabrzańskie

TA STRONA UŻYWA COOKIE. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Akceptuj pliki Cookies
Więcej informacji

Do Zabrza przyjechałem z miłości

Santi Nunez Fernandez jest, obok Igora Angulo i Dani Suareza,  najbardziej rozpoznawalnym Hiszpanem w Zabrzu,  a zdaniem wielu osób najbardziej kolorowym i pozytywnie zakręconym. Na stałe przyjechał tu ponad rok temu.  Uczy hiszpańskiego, prowadzi również cykliczne spotkania dla osób, zainteresowanych językiem hiszpańskim i kulturą iberyjską.

* Znasz hiszpańskich piłkarzy, grających w Górniku?

Oczywiście, znamy się, trzymamy się razem, szczególnie z Danim Suarezem. Odwiedzamy się, mamy kontakt telefoniczny, wymieniamy się informacjami, pomagamy sobie w sprawach urzędowych.

* Skąd się wziąłeś w Zabrzu?

Przyjechałem do Zabrza… z miłości. Mam tu dwóch synów, którzy w połowie są Polakami; skoro ich mama zdecydowała się tu przyjechać, ja przyjechałem też. Czemu nie? Wcześniej mieszkałem w różnych miejscach. Urodziłem się w Barcelonie, przez kilka lat mieszkałem z rodziną w Liberii, potem m.in. w  Pontevedra i Santiago de Compostela.

* Zabrze bardzo różni się od hiszpańskich miast. Jakie miałeś pierwsze wrażenia po przyjeździe tu?

Przyjechałem na stałe w maju zeszłego roku. Podobało mi się -  było ciepło, słońce, zielono. Można było pojechać nad jezioro, na przykład na Czechowice. Do tego nie padało, a w tym rejonie Hiszpanii, gdzie mieszkam, deszcze są na porządku dziennym. Ale generalnie latem pogoda nie jest tu aż tak różna od regionu w Hiszpanii, w którym mieszkałem. Są tylko inne kolory – nieba, zieleni. Gorzej było późną jesienią i zimą, kiedy zrobiło się chłodniej. Wtedy jest tu też znacznie mniej słońca, co wpływa na mój psychiczny nastrój. Za mało witaminy D. Z drugiej strony, w Polsce jest śnieg, którego w Galicji nie ma wcale, więc kiedy był, czułem się, jakby cały czas było Boże Narodzenie.

* A ludzie? Łatwo było Ci się odnaleźć w zupełnie nowym środowisku?

Śląsk moim zdaniem jest bardzo przyjaznym regionem do życia. Od razu czułem się tu bardzo dobrze, ludzie są otwarci, przyjaźni, pozytywnie nastawieni, ciekawi świata. W rozmaitych sytuacjach i miejscach od razu nawiązałem sympatyczne relacje. Mam już tu całkiem sporą grupę przyjaciół, którzy w razie potrzeby służą mi pomocą.

* Czym zajmowałeś się w Hiszpanii przed przyjazdem tu?

Pracowałem w różnych miejscach i w różnych zawodach, m.in. uczyłem dzieci, opiekowałem się osobami starszymi, pracowałem przy organizacji koncertów, byłem przewodnikiem turystycznym.

* A tutaj? Co robisz?

Prowadzę zajęcia i konwersacje w języku hiszpańskim w szkołach językowych i firmach, a także biorę udział w projektach europejskich, których celem jest nawiązanie współpracy między firmami z Polski i z Hiszpanii. W Zabrzu między innymi uczę języka hiszpańskiego dzieci w Studiu Maciej w Maciejowie.

* Twoim pomysłem jest Alegria. Opowiedz o tym.

Alegria wzięła się z rozmów z moimi dorosłymi uczniami, którzy równocześnie są moimi przyjaciółmi. Chcieliśmy otworzyć bardziej Zabrze na świat, a przy okazji zebrać razem osoby, które znają lub uczą się języka hiszpańskiego. Jest tu całkiem spora grupa, w różny sposób związana z Hiszpanią, zainteresowana jej kulturą i językiem. Dotąd, by mieć z tym kontakt, musieli jeździć do Katowic czy Gliwic. Postanowiliśmy wspólnie zrobić coś w Zabrzu. I od paru miesięcy takie spotkania odbywają się w każdy wtorek, o godz. 19.00 w pubie „Oficyna”, obok Urzędu Stanu Cywilnego. Miały odbywać się co drugi tydzień, ale już po pierwszym spotkaniu w lutym, na które przyszło 15 osób, uznaliśmy, że powinno być to częściej. Teraz przychodzi zwykle kilkanaście, czasem 20 – 30 osób z całego Śląska. Promujemy te spotkania głównie w mediach społecznościowych. Może na nie przyjść każdy, wszystkich serdecznie zapraszam. Mówimy prawie wszyscy po hiszpańsku, mniej lub bardziej płynnie. Każdy ma tu kontakt z żywym językiem i na pewno czegoś się nauczy, a przede wszystkim Alegria daje uczestnikom szanse na pozbycie się oporów i wstydu przed mówieniem- skoro inni popełniają błędy i się tego nie wstydzą, to przecież ja też mogę, prawda?

* Przez parę tygodni mieszkałeś na Zandce, małej, dosyć hermetycznej dzielnicy, która w mieście ma niezasłużoną opinię niebezpiecznej. Spotkałeś się z przejawami jakiejś agresji?

Nie, nigdy. Wprost przeciwnie, uważam, że ludzie na Zandce są otwarci i przyjaźni, a przy tym byli zawsze ciekawi, skąd Hiszpan wziął się na ich osiedlu. Mieszkałem tam przez kilka miesięcy w furgonetce, więc wiem, co mówię.

* Zabrze chlubi się wieloma zabytkami postindustrialnymi. Miałeś już okazję je zobaczyć?

Znam Szyb Maciej i Park 12C. Wiem, że jest też kopalnia Guido, ale byłem tam tylko na powierzchni. Z mojego punktu widzenia to bardzo ciekawe obiekty, szczególnie, że w Hiszpanii takich nie ma. Widać, że są one ściśle związane z historią tego miasta, z życiorysami wielu osób, które pracowały w tych miejscach, więc tym bardziej mnie to interesuje.

* Wiążesz swoją przyszłość z Zabrzem? Czy to tylko krótki przystanek w Twoim życiu?

Na razie tego nie wiem. Dobrze się tu czuję, mam wielu znajomych i przyjaciół. Zobaczymy. Podoba mi się tu, poza tym widzę, jak Zabrze się zmienia na lepsze, rozwija, choćby w porównaniu z tym, jak byłem tu pierwszy raz, 7 lat temu. Wtedy, w pierwszej chwili miasto wydało mi się niebezpieczne, szczególnie w nocy. Ale było to tylko pozorne. Kolejna wizyta, 5 lat temu, była inna, nie miałem wtedy już żadnych obaw. Wydaje mi się, że czasem sami mieszkańcy postrzegają Zabrze gorzej i widzą je jako bardziej niebezpieczne, niż naprawdę jest.

* Dziękuję za rozmowę.

Ja również. I serdecznie zapraszam w każdy wtorek do Oficyny, na spotkania z hiszpańską kulturą i językiem.


Wstecz

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz



Current month ye@r day *

Protected with IP Blacklist CloudIP Blacklist Cloud