Dziurawe dachy, kapiąca woda, folia na strychu - Nowiny Zabrzańskie

TA STRONA UŻYWA COOKIE. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Akceptuj pliki Cookies
Więcej informacji

Dziurawe dachy, kapiąca woda, folia na strychu

Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego na nudę w Zabrzu  nie narzeka. Jak nie wybuch, to zawali się dach, kamienica, wybuchnie jakiś pożar. Z takimi wydarzeniami w swojej pracy musi sobie radzić szefowa PINB, Ilona Marczuk-Behr.

 

Sporo interwencji musi podejmować PINB?

Biorąc pod uwagę, że za nami 4 miesiące roku, mamy ponad 70 interwencji, po których następuje wszczęcie postępowania. Zgłaszają je mieszkańcy, prosząc np. o sprawdzenie legalności jakichś działań budowlanych. Poza tym są legalne kontrole zakończenia budów. Warto podkreślić że nie wszystkie interwencje kończą się postępowaniem, nie zawsze są ku temu podstawy, ale wszystkie interwencje wymagają sprawdzenia. W tym roku wszczęliśmy zaledwie połowę postępowań na podstawie zgłoszeń mieszkańców, reszta albo była bezzasadna, albo nie została jeszcze rozpatrzona, bo prowadzone są czynności wyjaśniające.

 

Ta duża liczba spraw – czy to wynika z tego, że zasób mieszkaniowy Zabrza jest stary i przez lata niedoinwestowany?

 

Istotnie, interwencje w sprawie stanu technicznego obiektów są związane ze starszymi budynkami. Od kilku lat postuluję do radnych, by uwzględniali potrzeby gminnych obiektów mieszkalnych. Czyli by przeznaczali na ten cel więcej pieniędzy. W nowszej tkance – zwykle chodzi o jakość robót remontowych, choć to nie my powinniśmy rozpatrywać takie sprawy. Jednak i tak musimy się do nich odnieść i przeprowadzić postępowanie wyjaśniające. Zgodnie z prawem budowlanym właściciel i zarządca obiektu ma obowiązek utrzymywać nieruchomość w stanie niepogorszonym. Nie ma obowiązku dokonywania ulepszeń. Ale gdy przecieka dach – zarządca i właściciel powinni jak najszybciej zareagować i przeprowadzić remont. Jeśli tego nie robią, nadzór budowlany może nakazać usunięcie nieprawidłowości. To sygnał dla właściciela, że musi się problematycznym tematem szybko zająć. Jest jednak sporo decyzji, które nie są wykonywane w terminie. Wtedy mieszkańcy naciskają na nas, by wyegzekwować decyzję, a my naciskamy na zobowiązanego. W ostateczności sprawa może zakończyć się grzywną; nałożyłam już kilka grzywien na gminę, ale jeśli ta szybko poprawia kwestionowany stan rzeczy, mogę odstąpić od egzekwowania kary. I zwykle tak robię. Wolę, żeby te pieniądze trafiły do puli remontowej niż miałyby zostać ściągnięte przez Urząd Skarbowy. Choć i to trwa i trwa. Jest budynek przy Wawrzyńca 2, którym po interwencji mieszkańców zajął się Główny Urząd Nadzoru Budowlanego. Muszę zdawać relację w GINB co pół roku, co dzieje się w sprawie tego obiektu. Na razie są tam wydane dwie decyzje – o wymianie dachu i naprawieniu ścian, odpowiednio z 2015 i 2017 roku. Termin wykonania obowiązków minął w 2019 roku. W ubiegłym roku gmina wreszcie przeprowadziła remont dachu, a ściany wciąż czekają.

Jest Pani między młotem a kowadłem i musi godzić oczekiwania mieszkańców, nadzoru oraz władz miasta. Niewdzięczna rola.

 

Tłumaczę mieszkańcom, że nie jesteśmy organem gminy i terminy remontów nie zależą od nas. My wydajemy nakazy i decyzje, ale kiedy gmina je zrealizuje, zależy od budżetu ustalanego przez władze miasta – radnych i prezydenta. Oczywiście chciałabym, aby stan miejskich budynków był jak najlepszy, bo PINB mógłby poświęcić więcej czasu na kontrole aktualnie prowadzonych budów. A tak kontrolujemy je głównie po ich zakończeniu, chyba, że wcześniej są jakieś interwencje z nimi związane. Każdy z moich inspektorów ma na biurku po kilkadziesiąt aktualnych spraw do rozpatrzenia.

 

Patrząc na budynki w mieście i ich stan wydaje się, że gmina nie jest najlepszym właścicielem. Zwykle obiekty w najgorszym stanie należą do miasta. Wspólnoty radzą sobie znacznie lepiej.

 

Gmina powinna mieć pewien zasób mieszkań, by móc tam mieć np. mieszkania socjalne. Reszta powinna być prywatna. Bo to fakt, wspólnoty dobrze sobie radzą z utrzymaniem i remontami obiektów. Z drugiej strony trzeba wziąć pod uwagę zaległości, które mają mieszkańcy wobec gminy z tytułu czynszów. A pieniądze z czynszów trafiają do wspólnej miejskiej sakiewki – może lepiej byłoby, gdyby opłaty były wyższe i były wykorzystywane w pierwszej kolejności na pokrycie kosztów niezbędnych remontów. Na dłuższą metę obecny stan rzeczy jest nie do utrzymania. W mieście wiele budynków jest w bardzo dobrym stanie, ale są i takie, w których warunki urągają mieszkańcom w XXI wieku – gdy na strychu są baseniki ogrodowe, łapiące wodę z dziurawego dachu lub folie rozłożone na całej powierzchni strychu. Jestem z Gliwic, przez wiele lat mieszkałam w blokach, dlatego stan wielu zabrzańskich mieszkań komunalnych, które odwiedzaliśmy, mnie szokowały. Dziś już tak często się nie dziwię.

 

Z czym ludzie zwracają się do PINB? Ile spraw trafia do Was rocznie?

Dziennie w korespondencji dotyczącej już prowadzonych spraw, znajduje się przynajmniej jedna nowa interwencja. Około połowa spraw nadaje się do wszczęcia postępowania administracyjnego. Nawet w ubiegłorocznym lockdownie ta liczba się nie zmniejszyła, bo wtedy toczyło się wiele remontów i sąsiedzi mieli co robić. Zwykle ludzie zwracają się do nas z problemami na budynkach, gdy widzą, że właściciel i zarządca nic nie robią. Są to najczęściej interwencje dotyczące stanów technicznych obiektów. Nadzór budowlany może wtedy zainterweniować u właściciela i ma do tego narzędzia. Ale jeśli do zagrzybienia mieszkania dojdzie po wymianie okien na plastikowe, bo najemca nie zapewnił nawiewników i w mieszkaniu nagminnie suszone jest pranie, to znak, że naruszony został system wentylacyjny i wina jest po stronie lokatora. W drugiej kolejności trafiają do nas samowole budowlane. Nie zawsze uzasadnione, raczej na zasadzie – sprawdźcie tam, bo ktoś tam coś kopie. Badamy wtedy, czy zostało wydane jakieś pozwolenie w tym rejonie, a potem w terenie – czy to, co się dzieje, pokrywa się z dokumentami.

 

Jedną z najbardziej spektakularnych, a przy tym tragicznych wydarzeń, którymi w ostatnim czasie zajmował się PINB, był wybuch gazu w bloku przy ul. Struzika.

 

To nie było związane bezpośrednio ze stanem technicznym budynku, zajmujemy się głównie skutkami tej sytuacji, ale oczywiście sprawdzaliśmy, czy do wybuchu nie doszło w wyniku stanu obiektu, czy do chwili zdarzenia blok był właściwie monitorowany i kontrolowany. Nie mamy co do tego żadnych zastrzeżeń, protokoły kontroli instalacji gazowej były aktualne, instalacja była szczelna. Jak doszło do samego wybuchu, to sprawa policji, poza PINB. Zakres uszkodzeń mógł być dużo większy, jak po wybuchu gazu w bloku w Gdańsku, pod koniec lat 90., gdy budynek poskładał się jak domek z kart. Na chwilę obecną jest decyzja nakazująca wymianę elementów ściennych, dlatego ten pion mieszkań jeszcze jest wyłączony z użytkowania. Piony pozostałe w większości są już udostępnione lokatorom. Remontu wymaga szyb windy. Konieczna była wymiana pionów wodno – kanalizacyjnych i sieci elektrycznej. Lokatorzy pionu, w którym doszło do wybuchu, zrezygnowali z podciągnięcia instalacji gazowej do mieszkań. Zdecydowali się użytkować w kuchniach płyty elektryczne.

 

Proszę jeszcze o kilka słów o sobie.

Pracuję w zabrzańskim inspektoracie od 1999 roku. Potem byłam na urlopie macierzyńskim, na chwilę zmieniłam pracę na firmę prywatną, by w końcu wrócić do PINB. Lubię tę pracę, choć Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego pracuje praktycznie 24 godziny na dobę. To trochę dezorganizuje życie prywatne, każde spotkanie towarzyskie trzeba zaplanować. Wymaga też współpracy z inspektoratami z innych miast. Zdarzyło mi się, że zastępowałam powiatowych inspektorów po katastrofie budowlanej w Sośnicowicach, a także w Gliwicach. Bo jak wiadomo, nieszczęścia zdarzają się w momentach najbardziej nieoczekiwanych, w święta, w Nowy Rok. Zdarzyło mi się nawet jechać na miejsce zdarzenia w swoje urodziny, gdy w jednym z budynków był pożar, który uszkodził strop. Niewątpliwie mam duże wsparcie ze strony pracowników. Jest to zgrany zespół ludzi z dużym doświadczeniem, zebranym przez lata pracy w Inspektoracie. Choć praca urzędnika bywa niewdzięczna, często udaje się nam rozwiązać rozmaite problemy mieszkańców, więc spotykamy się w niej również z wieloma wyrazami wdzięczności z ich strony.

 

Dziękuję za rozmowę.

DARIUSZ CHROST

 

 

 

 

 

 


Wstecz

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz



Current month ye@r day *