Pierwszomajowe pochody już przeszły - Nowiny Zabrzańskie

TA STRONA UŻYWA COOKIE. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Akceptuj pliki Cookies
Więcej informacji

Pierwszomajowe pochody już przeszły

Huczne, pierwszomajowe pochody odeszły z PRL- em. Jednak dla wiernych ta data wciąż powinna być wspomnieniem patrona robotników, św. Józefa. Historyk, Zbigniew Gołasz z Muzeum w Gliwicach uważa, że przywrócenie ideologicznego wymiaru tego święta dziś jest niemożliwe.

 

Krwiożerczy był kapitalizm końca XIX wieku

 

- Kto miałby to zrobić? Razem, pod fioletową flagą? – pyta. I tłumaczy, że najbardziej lewicowa partia na polskiej scenie politycznej nawet kolorem sztandaru odcina się od korzeni. Od II Międzynarodówki. – A to ona, w 1889 r., w Paryżu ustanowiła 1 maja Świętem Pracy. Założenie było słuszne: uświadomienie społeczeństwom fatalnego położenia robotników i zmiana ich sytuacji. Wybrano tę datę ze względu na rocznicę. 3 lata wcześniej, w Chicago rozpoczęły się zamieszki, krwawo stłumione przez policję. Demonstranci – robotnicy – żądali poprawy swojego bytu. Przede wszystkim skrócenia wymiaru czasu pracy do 8 godzin dziennie. Kto miałby jakiekolwiek wątpliwości, czy mieli rację, odsyłam do „Ziemi obiecanej” Andrzeja Wajdy. To doskonały film, na motywach powieści Władysława Reymonta. Jeden z nielicznych przykładów, że ekranizacja może być lepsza od książki. Pokazuje jak bardzo krwiożerczy był kapitalizm końca XIX wieku. Nie ma w nim ani grama przesady. Robotnicy byli prawnie niewolnikami. Ich życie sprawdzało się właściwie wyłącznie do pracy. Na więcej nie starczało czasu i siły – mówi Zbigniew Gołasz.

 

 

II Międzynarodówka chciała to zmienić

 

II Międzynarodówka chciała to zmienić. Jej postulaty zostały adaptowane przez różne lewicowe ruchy: anarchistów, komunistów i socjalistów. I stały się podbudową dla totalitaryzmów. Dla komunistycznego reżimu, o czym wszyscy wiedzą i dla socjalistycznego, o nacjonalistycznym zabarwieniu, pod wodzą Hitlera, o czym wie znacznie mniej osób. – Pierwszym państwem, które wyniosło robotnika na piedestał była bolszewicka Rosja. Nowy ustrój wprowadzono tam rewolucją, w 1917 r. Na marginesie, w jej przeprowadzeniu maczali palce Niemcy. Lenin, przed jej wybuchem mieszkał w Szwajcarii, ale to właśnie oni umożliwili mu powrót do ojczyzny. Oczywiście, nie bezinteresownie. Po nastaniu nowego ładu, Rosja wycofała się z wojny. Dla Niemców oznaczało to zamknięcie jednego frontu – tłumaczy Zbigniew Gołasz.

Dolą robotnika była też zatroskany Adolfa Hitlera. – Goebbels, w swoich wspomnieniach zachwyca się jego pierwszomajowym wystąpieniem, w 1927 r. Od tego czasu widzi w nim Führera, wodza narodu. Kiedy w 1933 r. Hitler przejął w końcu władzę, jedną z pierwszych swoich decyzji ustanowił Narodowy Dzień Pracy. Co symptomatyczne, atrybutami wykorzystywanymi przez nazistowską propagandę były również sierp i młot. Przyglądając się radzieckim i niemieckim afiszom z tego czasu, trudno odróżnić, którzy propagandziści byli ich twórcami. Z Zachodu czy Wschodu– mówi Zbigniew Gołasz.

 

Wincenty Pstrowski, zabrzański przewodnik pracy

 

Fakt, że totalitaryzmy wyniosły na piedestał robotników, nie oznaczał, że zawsze traktowano ich zgodnie z deklarowanym na początku szacunkiem i wysokim miejscem w hierarchii społecznej. Przykłady? Związek Socjalistycznych Republik Sowieckich i inne państwa bloku wschodniego.- Zmiana systemowa wielu osobom przyniosła szansę awansu społecznego, który w innych warunkach byłby dla nich niedostępny. Byli beneficjentami nowego ustroju. Choć nie w każdym przypadku można tę postawę jednoznacznie oceniać. I wcale nie trzeba daleko szukać. Wincenty Pstrowski, zabrzański przewodnik pracy był ofiarą nowej władzy. Wrócił do Polski z Zachodu, i jak inni jego koledzy, komuniści, miał świadomość, że popełnił błąd porzucając emigrację. Zagranicą robotnicy mieli lepsze warunki bytowe oraz większą swobodę manifestowania poglądów. Paradoksalnie, korzystniej było być komunistą w kapitalizmie. Polityczne zaangażowanie Pstrowskiego, hasło: „kto wyrobi więcej niż ja” miało zapewnić mu polepszenie bytu. I tak się stało. Został celebrytą. Zabrzański symbol socjalistycznego współzawodnictwa pracy miał jednak kościelny pogrzeb, a na jego trumnie leżał krzyż. To jeszcze jeden argument za tym, że nie każdy pupil władzy był oportunistą i karierowiczem. Wśród nich były dramatyczne postacie. Myślę, że Pstrowski się do nich zaliczał – wyjaśnia Zbigniew Gołasz.

 

Herosi o umięśnionym ciele i nostalgicznym spojrzeniu

1 maja dla PRL – owskich władz miał duże, propagandowe znacznie. Promował superbohaterów: herosów o umięśnionym ciele i nostalgicznym spojrzeniu. A co wtedy robiła wątlejsza część obywateli? Szła w pochodzie, radośnie się uśmiechała i zamaszyście wymachiwała kwiatami z bibuły. Szczególnie radośnie, szczególnie zamaszyście przed trybuną partyjnych dygnitarzy. W Zabrzu budowaną ją na ulicy Wolności, w pobliżu skrzyżowania z ulicą Karola Miarki. – Pewnie był czas, gdy neofici, ludzie świeżo przekonani do nowego ustroju, skuszeni możliwościami, które im oferował chętnie maszerowali w pochodach. Ale entuzjazm do nich słabł z czasem, aż do momentu, gdy udział w nich stał się obciachem. Przełomem jest oczywiście rok 1956. Wcześniej milicja nie używała wobec obywateli pałek, a wtedy nie tylko je wyciągnęła, ale i zaczęła do nich strzelać. Okazało się, że robotnik, w socjalistycznym ustroju nie jest tak ważny jak deklarowano na początku. I to przekonanie w społeczeństwie, wraz z kolejnymi pogromami narastało. W końcu wprowadzono obowiązek uczestniczenia w obchodach 1 maja. Pamiętam, że w szkole, przed wyjściem na uroczystość meldowaliśmy obecność, ale nigdy nie uczestniczyliśmy w niej. Chowaliśmy się w pierwszej bramie, po drodze. Już wtedy byliśmy zniesmaczeni brakiem spontaniczności i opresyjnością majowego święta.

 

Kościelne obchody, świętego Józefa Robotnika

 

Przeciwwagą dla państwowych obchodów 1 maja miały być kościelne, świętego Józefa Robotnika. Do kalendarza liturgicznego wprowadził je papież Pius XII, w 1955 r. – Już w czasach II Międzynarodówki dla hierarchów kościelnych było jasne, że idee, domagające się zmiany losu robotnika mogą być niebezpieczne. Dlatego ówczesny papież, Leon XIII napisał encyklikę Rerum Novarum, jedną z najważniejszych w Kościele. Ujął się w niej za pracownikami, mówił o niesprawiedliwej dystrybucji owoców pracy, ale jednocześnie przeciwstawiał się komunistycznej idei wspólnego dobra, majątku. Dla Kościoła praca jest wartością uszlachetniającą. A skoro tak, należy się za nią zapłata i prawo do posiadania. Papieże końca XIX i początku XX wieku byli prawdziwymi myślicielami, dlatego tak trafnie definiowali lewicowe zagrożenie i dlatego dostrzegli, że postulat wspólnej własności jest niemożliwy do zrealizowania. Nic więc dziwnego, że Kościół był zwalczany przez oba systemy totalitarne. Toczyła się wtedy wojna o rząd dusz, a duchowieństwo poniosło w niej ogromne straty. Wymierne. W ludziach i majątku. Kościół miał też traumatyczne doświadczenie, pozwalające mu rozumieć zagrożenie, jakie niosła lewicowa rewolucja. To rewolucja francuską, która na zawsze zmieniła kraj nad Sekwaną. W jej konsekwencji najstarsza córa Kościoła przestała nią być. I tego właśnie obawiali się papieże: laicyzacji rozszerzającej się na inne kraje.

A skoro Kościół tak dobrze rozumiał zagrożenie czerwoną rewolucją i jednocześnie widział dramatyczne położenie robotników, może dziś, zamiast partii politycznych mógłby się stać propagatorem idei Święta Pracy – głosem pracowników, wśród których jest wielu prekariuszy? Papież Franciszek jest przecież wrażliwy socjalnie, a dzień św. Józefa Robotnika nie zniknął z kalendarza liturgicznego. – Nie sądzę, by tak się stało. Kościół jest w odwrocie, stale atakowany, słusznie, lub nie, to temat na inną rozmowę. Moim zdaniem, w tej sprawie bardziej kompetentny był Jan Paweł II. Znał sytuację robotników. Kościół w naszym kraju przetrwał komunistyczny reżim przede wszystkim dzięki nim.

 

Ranga raczej nie zostanie przywrócona

- Sądzę, że jedynym głosem, mogącym być dziś utożsamianym z pracownikami są związki zawodowe. To od nich mogłoby zależeć, czy i jak 1 maja powinien być świętowany. Biorąc pod uwagę historyczne obciążenia tego święta i fakt, że nie ma na nie społecznego zapotrzebowania, jego ranga raczej nie zostanie przywrócona. Społeczeństwo woli grilla – podsumował historyk, Zbigniew Gołasz z Muzeum w Gliwicach.

 

MARZENA PIECHOWICZ-GRUDA

Tekst z archiwum Nowin Zabrzańskich


Wstecz

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz



Current month ye@r day *