Z ratusza nie widać problemów - Nowiny Zabrzańskie

TA STRONA UŻYWA COOKIE. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Akceptuj pliki Cookies
Więcej informacji

Z ratusza nie widać problemów

Urszula Potyka, radna klubu Koalicji Obywatelskiej – Nowego Zabrza twierdzi, że rządzący miastem źle wybrali priorytety. Zamiast kosztownych imprez, powinny być remonty mieszkań komunalnych i walka o czyste powietrze nad Zabrzem. A tak wciąż są ciepłe parówki dla urzędników i trwające od lat Bizancjum.

Podczas sesji Rady Miasta obiecuje pani sobie, że nie powie tego, co myśli o słuchanych wypowiedziach? Udaje się pani wytrwać?

Niestety nie. Najczęściej odzywam się, gdy wypowiedzi kolegów lub prezydenta są drwiną, lekceważeniem, deprecjonowania tego, o czym mówi opozycja. Wtedy puszczają mi hamulce.  Żadna z poprzednich kadencji – pod względem organizowania sobie kozła ofiarnego lub „chłopca do bicia” – nie była taka jak ta. Dużo jest napastliwości, brakuje szacunku, odrobiny refleksji nad tym, co proponują inni, a współpraca między 25 radnymi, w jakiejkolwiek sprawie nie istnieje.

Skąd ta brutalność? W Radzie jest wielu młodych. Są świadomi, że by zaistnieć w polityce należy być wyrazistym nawet, jeśli do celu idzie się poszturchując innych?

Raczej nie. Rzeczywiście sporo jest młodych, ale nie tylko oni się tak zachowują. Staram się rozmawiać z wszystkimi. To dobra metoda w każdej sytuacji. Czuję się uprawniona do dawania rad, bo ma duże i długoletnie doświadczenie w samorządzie. Oczywiście zawsze zastrzegam: „zrobi pan, jak uważa”. Zwykle mówię „pan”, bo w naszej radzie większość wciąż stanowią mężczyźni. Niestety, od czasu do czasu to my, opozycja jesteśmy robieni na perłowo. Wtedy mam wrażenie, że zasiadam w PRL – owskiej radzie narodowej, a nie wybranej w demokratycznych wyborach. Ostatni przykład – pomnik upamiętniający kapitana Roberta Oszka. Nie mam nic przeciwko niemu. Wręcz przeciwnie. Problem w tym, że nikt z nami o tym nie rozmawiał. Nawet komisja resortowa nie zajmowała się sprawą. To zadziwiające! W minionej kadencji, a wtedy większość też mieli Skuteczni dla Zabrza – omawialiśmy nawet treść inskrypcji umieszczanych na pomnikach, tablicach.

Dlaczego teraz jest inaczej?

Nie wiem. W sprawie upamiętnienia Roberta Oszka Komisja Kultury spotkała się nieoficjalnie, zdalnie i online, bo przypadkowo, w ostatniej chwili zdobyliśmy informację.

Tablica poświęcona Robertowi Oszkowi pewnie zyskałaby poparcie wszystkich radnych. Kapitan był tak barwną postacią, że wręcz w interesie Zabrza leży jego promowanie.

I tak jestem pełna podziwu, że Instytut Pamięci Narodowej nie wykasował go z naszej historii. Dostał Żelazny Krzyż (niemieckie odznaczenie, przyznane kapitanowi za udział w I wojnie światowej – przyp. red.)

Otrzymał też Virtuti Militari.

Uciekł z domu, by zaokrętować się w Hamburgu. Sprzeciwił się rodzicom, którzy w stosunku do niego mieli inne plany. To doskonały przykład dla młodych, opowieść o dążeniu do celu, realizowaniu własnych marzeń.

Robert Oszek posłużył koalicji do utarcia wam, opozycji, nosa? Przecież rządzący wiedzieli, że ta postać nie wzbudzi kontrowersji. Mogli przedstawić ten projekt uchwały, nie bojąc się o jego losy.

Górę wzięła chyba nieudolność. Być może po fakcie zauważono, że ustawienie pamiątkowej tablicy, w formie pomnika wymaga zgody Rady Miasta. Mnie, gdy na czymś zależy, rozmawiam ze wszystkimi, szukam poparcia i chcę, by pod projektem, jako autorzy, podpisani byli wszyscy radni, a nie ja – Urszula Potyka. Zawsze przypominam sytuację sprzed wielu lat, gdy niepełnosprawni uczniowie Szkoły Życia kursowali między dwoma budynkami, na ulicy Szkolnej. Na ulicy Konopnickiej była zawodówka, z przestrzenią większą niż potrzeby jej uczniów. Taka sama sytuacja była w Zespole Szkół Zawodowych, przy ulicy Piłsudskiego. Uznałam, że dobrze byłoby połączyć te dwie szkoły, a Szkołę Życia przenieść na ulicę Konopnickiej. Wzięłam sobie za punkt honoru, by niepełnosprawne dzieci uczyły się w godnych warunkach. Emocje wokół mojego pomysłu były duże, uczniowie zawodówki nie chcieli się przenieść do Zespołu Szkół Zawodowych. Straszyli radnych tak skutecznie, że projekt wycofano z porządku obrad. Nie złożyłam broni. Przekonywałam, aż się udało. To była jedna z tych sytuacji, w której wszyscy chcieli się ucieszyć.

Dziś są sprawy, z załatwienia których wszyscy chcieliby się ucieszyć?

Nie! Jakiś czas temu przyjęliśmy projekt dotyczący ograniczenia zużycia plastiku. Ile z jego powodu się nasłuchałam! Jakich opinii! A przecież cel był słuszny. Za chwilę znów będę miała papierek lakmusowy, testujący gotowość Rady Miasta do współpracy ponad podziałami. Mam pomysł dotyczący Parku Poległych Bohaterów. Chciałabym, byśmy wrócili do jego przedwojennej nazwy – Park Miejski. I tak nikt nie używa obecnej. No bo jakich bohaterów upamiętnia? Marzę, by park stał się miejscem wszystkich zabrzan, by każda alejka miała swoją nazwą. Mam nawet ich propozycje. Na przykład Sztuki, Dobrych Ludzi, Miłości.

Praw Kobiet?

Nie. Za to Dumnych Tatusiów, Tolerancji, Wszystkich Mam. A poza tym byłaby Górka Radości, Psia Łąka oraz ławeczki i głazy dedykowane osobom, które nigdy nie zostaną patronami ulicy, nie będą miały swojego pomnika. Wśród nich na przykład jedna dla Brygidy Kaczmarczyk (stworzyła Telewizję Zabrze – przyp. red.).

Pomysł na nazwę parku ma być papierkiem lakmusowym. Jeszcze go pani potrzebuje? Poprzednie nie wystarczają?

Wciąż wierzę, że możemy działać razem. W moim planie jest również włącznie mieszkańców w jego transformację. Będę liczyła na propozycje nazw dla alejek, na pomysły jego zagospodarowania.

Zostańmy przy mieszkańcach. Mandat sprawuje pani w klubie Koalicji Obywatelskiej. Przymiotnik „obywatelska” jest zobowiązaniem, w państwa przypadku – polityków lokalnych – podwójnym. Kto jak nie wy powinien być blisko zabrzan? Dyktujecie podczas sesji, ale niewiele z tego wynika. Wiadomo – 13:12 dla rządzących. Wasza rola jest łatwa: nie ponosząc odpowiedzialności, możecie kontestować, zgłaszać najróżniejsze projekty, a po ich odrzuceniu narzekać, że to frustrujące. Jednak to tylko słowa. Gdzie działanie? Co macie do zaoferowania poza tym: „chciałabym, ale nie mogę?”

Działam codziennie, ale nie zwołuję w tej sprawie konferencji prasowych. Oczywiście frustrujące jest, że od lat proszę o ławki przy ulicy Damrota i w okolicach stadionu Górnika Zabrze, dedykowane wielkim piłkarzom klubu, które jednocześnie byłyby spełnieniem próśb starszych osób. I mimo, że nie ma racjonalnych przeszkód, by to zrobić, wciąż ich nie ustawiono. Na słowo „ławki”, radni patrzą ze śmiechem w moją stronę.

Ale jaka jest wasza oferta dla Zabrza? Poza Koalicją Obywatelską w nazwie klubu jest Nowe Zabrze. Nowe, to znaczy inne od tego, które jest. Jakie ma być wasze? Chyba nie tylko z przedwojenną nazwą parku i ławkami przy stadionie?

Nie do mnie to pytanie, ale do młodych w klubie. Ich udział w polityce, nie tylko zabrzańskiej, popieram. Starsi powinni ich wspierać rozsądkiem i doświadczeniem. Natomiast wszyscy radni, by dobrze sprawować mandat, muszą mieć kontakt z mieszkańcami. Jeszcze przed reformą samorządową zasiadałam w zarządzie miasta, później wiele lat byłam radną, z przerwą na jedną kadencję. I właśnie ta przerwa otworzyła mi oczy. Zobaczyłam, że życie nie toczy się w Urzędzie Miejskim, wśród garstki osób, ale obok niego, obok nich. Te 4 lata dużo mi dały. Sprawowanie władzy nie jest równoznaczne z monopolem na wiedzę i nieomylność. Często z gmachu urzędu nie widać rzeczy, które dla mieszkańców są najważniejsze.

Radni pani klubu wiedzą, że w sprawowaniu mandatu nie chodzi tylko o dyskusje podczas sesji? Widzicie sprawy najważniejsze dla obywateli?

Widzimy. Jest przecież budżet obywatelski, funkcjonujący dzięki naszej determinacji. Z tamtych czasów, gdy część pieniędzy zaczęliśmy oddawać w ręce mieszkańców, pamiętam Kamila Żbikowskiego. Młodego gniewnego, który mnie irytował.

Teraz też panią irytuje?

Też.

Dlaczego?

Są rzeczy, których nie akceptuję.

Jakie?

Wojny w mediach społecznościowych. Publiczne insynuacje. Tego, że Kamil Żbikowski, komentując odmowę przyjęcia go do jednej z komisji, wspomniał o wysokości diety.

To nie Kamil Żbikowski zaczął tę dyskusję.

Prawda. Zwróciłam uwagę przewodniczącej Rady Miasta, że podobne uwagi są nie na miejscu. Zresztą kilka razy rozmawiałyśmy na ten temat. Mówiłam, że niektóre dyskusje trzeba tłumić w zarodku. Nawet jeśli radni żywią do siebie urazy, to sesja nie jest miejscem, by strzelać sobie między oczy. Nie może być tak, że jedna osoba jest gremialnie atakowana. Nie może być wśród nas kozła ofiarnego.

Kto nim jest?

Mam wrażenie, że Kamil Żbikowski. Dzisiejsza sytuacja przypomina mi moją pierwszą kadencję. Wtedy radnym był Józef Budka, uparty kontestator. Jego zachowanie było tak irytujące, że gdy w końcu zaczął mówić mądre rzeczy, był ignorowany. Wszyscy mieli dość.

Wcześniej za dużo budkował.

[śmiech] Tak. Dziś jest podobnie – cokolwiek powie Kamil Żbikowski, jest atakowany. A to inteligentny, mądry człowiek, który ma prawo czuć się sfrustrowany. 3 szable, którymi dysponuje w Radzie Miasta nie wystarczają, by projekty uchwał Lepszego Zabrza zmieniały się w uchwały. Zwykle jego klub nie zdobywa większości.

Ma prawo czuć się sfrustrowany? To Skuteczni dla Zabrza wygrali wybory, to oni mają większość, to oni mają prawo realizować swoją wizję miasta. Na demokrację nie można się obrażać. Ale w demokracji jest też tak, że przegrani mają prawo przekonywać do swoich planów – do lepszego Zabrza, do nowego Zabrza. Tylko jakie one mają być? Czy zdefiniowaliście najważniejsze problemy mieszkańców? Wiecie, czego im trzeba?

Mogę wypowiadać się o sprawach, na których się znam. Na przykład o ekologii. Niestety, w całej Polsce, gdy chodzi o poprawę jakości powietrza, pomija się kamienice, bloki, a stawia na domy jednorodzinne. To głównie ich właściciele są honorowani dotacjami, finansowym wsparciem podczas inwestycji sprzyjających środowisku. Oczywiście trzeba im pomagać, ale nie można pomijać wspólnot, które w tej sprawie traktowane są po macoszemu.

W Zabrzu mamy programy zachęcające właścicieli nieruchomości do proekologicznych działań. Pytanie, czy gospodarowanie pieniędzmi przeznaczonymi na ich realizację jest efektywne. Na marginesie: ci, którzy w mieszkaniach wymienili piec na nowoczesny czekają na zwrot części wydanej kwoty średnio 2 lata.    

Zgadza się. Mieszkańcy długo czekają, ale nieskromnie dodam, że dzięki mojej determinacji kwota przyznawana za zmianę ogrzewania została podniesiona do 3 tys. zł. To i tak niewiele w stosunku do innych miast, jednak zawsze coś. Prawdą natomiast jest, że brakuje nam efektu ekologicznego, na którym przecież najbardziej nam zależy. Nie może być inaczej, skoro dofinansowujemy wymianę 5 pieców na jednej ulicy, a na pozostałych nieekologiczne trują powietrze. Należy działać systemowo. Jeśli część dzielnicy jest podłączona do miejskiej sieci, trzeba zrobić wszystko, by jak najwięcej sąsiednich również było. Wtedy poczujemy efekt.

Rozumiem, że w nowym Zabrzu powietrze będzie czystsze. Co jeszcze?

Chyba nikt w Radzie Miasta tak dobrze jak ja nie zna gminnych zasobów mieszkaniowych.

I jest tu problem?

I tu jest problem! Zasiadam w Miejskiej Komisji Mieszkaniowej od wielu lat. Ostatnio wizytowałam mieszkanie bez sufitu, ciągle zalewane, z kablami na wierzchu. Lokatorka nie jest w stanie go wyremontować. Stale bywam w domach, gdzie klatki schodowe nie mają okien, poręczy, klamek w drzwiach, a nawet schodów.

Jest pomysł jak to zmienić?

Jedyny możliwy – więcej pieniędzy na remont i utrzymanie mieszkań komunalnych.

Z czego uszczknąć? Komu zabrać?

Musimy robić wielkie i drogie imprezy?

Czyli?

Co roku musimy organizować Festiwal Pendereckiego?

Festiwal Pendereckiego to dyżurny chłopak do bicia. Gdy mówi się o oszczędnościach, zawsze jest wymieniany. 

Kwota przeznaczana na jego organizację jest porażająca. To irytujące tym bardziej, że nie jesteśmy miastem koneserów. Nikogo nie obrażając, nikomu nie ujmując: wiadomo, że są koncerty, na których słuchaczy ściąga się różnymi sposobami. Robi się wiele, by sala nie świeciła pustkami.

Czasami warto kształtować gusta, sublimować je.

Nie, gdy są inne, pilniejsze potrzeby.

Chce pani powiedzieć, że w Zabrzu jak w rewolucyjnej Francji? Gdy tłum krzyczał: „chleba!”, królowa radziła, by jadł ciastka.

To dobre porównanie.

No to jeszcze jedno: Zabrza do Bizancjum. Nadal podczas śniadań z udziałem urzędników serwowane są ciepłe parówki?

[śmiech]. Bizancjum trwa, a o parówkach mówiłam kilka lat temu. Niestety, władza odkleja się od społeczeństwa, żyje w szklanej bańce. Przykład? Propozycja budowy Punktu Selektywnej Zbiórki Odpadów Komunalnych w Biskupicach. Mieszkańców najbardziej oburzyło, że decyzję podjęto za nich, że chciano im ją narzucić. Dlatego powiedzieli nie. I jeszcze jedno: dla władzy spotkania z mieszkańcami często są trudne. Nie może oczekiwać kwiatów, oklasków i zachwytów. Jeżeli się zdarzają, super. Rządzący nie mogą też obrażać się, gdy ludzie chcą czego innego, gdy nie zmieniają zdania mimo, że przygotowano dla nich pyszne ciasteczka.

No to wreszcie czas na pytanie, od którego zamierzałam zacząć. Deklarowała pani, że obecna kadencja jest pani ostatnią w Radzie Miasta. Aktualne?

Tak. Jeśli nie uda mi się realizować tego, co chciałam, nie będę już walczyła o mandat.

A co jeszcze zostało do odhaczenia na pani liście?

Regularnie wnioskuję o podniesie kwoty na remonty budynków komunalnych. To mój priorytet.

Marzę o centrum miasta, które choć w części przypomniałoby wrocławski rynek lub katowicką ulicę Mariacką. Teraz jest duża szansa, by radykalnie zmienić jego wygląd. Część lokali wciąż należy do miasta, powstanie centrum przesiadkowe, trwają prace nad wyodrębnieniem nowej dzielnicy – śródmieście. Chodzi o to, by Zabrze wreszcie tętniło życiem. Chciałabym, by ludzie chcieli tu żyć, by byli dumni ze swojego miasta. Sorki za tę górnolotność!

Nie będzie pani kandydowała, bo czuje zniechęcenie, wspomnianą frustrację? A może kryteria dla zabrzańskich radnych są zbyt wyśrubowane: własna rodzina i miłość do piłki nożnej? Z tej pierwszej nie będę pani rozliczać. A futbol pani kocha?

[śmiech] Oczywiście, że tak.

Gdyby Nowe Zabrze rządziło…?

proszę nie zadawać tego pytania!

… Górnik Zabrze nadal będzie podłączony do kroplówki z miejskiego budżetu? Da się klub od niej odłączyć?

Brutalna prawda jest taka, że nie.

* Budkować: słowo stworzone przez młodych, od nazwiska przewodniczącego Platformy Obywatelskiej, Borysa Budki, syna Józefa Budki. Oznacza wymądrzać się na każdy temat.


Wstecz

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz



Current month ye@r day *